wtorek, 14 sierpnia 2012

Rozdział 1

To nie było szczęście,raczej spokojne pogodzenie się z rzeczywistością.Bo bycie szczęśliwym z osobą którą się kocha oznacza poczucie bezpieczeństwa,zaufanie i miłość.Nieobliczalną i bezinteresowną miłość ,która jest najbardziej tajemniczą i nieodkrytą siłą,wieczną i niezniszczalną.Hermiona nie czuła szczęścia.Patrząc na Rona nigdy nie czuła ciepła.Tonąc w jego ramionach nie czuła się bezpiecznie.
" Jedyne co czuję to samotność " - pomyślała siedząc na parapecie i patrząc na zamglone łąki otulone promieniami wschodzącego słońca. " Samotność i niepokój...ciągły niepokój ,że już na zawsze tak zostanie ,że już za późno na zmiany".Pustka,rutyna... Czym różni się ten dzień od wczorajszego ?Czym różni się ta godzina od następnej ? Niczym.Jutro też wstanie rano i zobaczy ,że jego już nie ma.Ciężko pracuje i docenia to bo wie ,że chce dla niej jak najlepiej. Bo dba o nią choć wolała by chyba spędzić z nim trochę czasu niż mieć pieniądze na rzeczy ,których nie potrzebuje.Następnie usiądzie na parapecie lub w innym miejscu i w ciszy będzie czekać.A kiedy on wróci ? Pocałuje ją ,a ona przytuli się do niego z nadzieją ,że może tym razem jej serce zabije mocniej i poczuje to co czuła do niego kiedyś. Miłość.Ale to już dawno minęło i znów pełna niepokoju wróci do siebie. Bo jego rude włosy nigdy nie zastąpią platynowej bieli. Bo jego ciemna ,piegowata twarz nigdy nie będzie blada i pociągła. Bo jego oczy nie błysną stalą ,a usta nie wykrzywią się w drwiącym uśmiechu do którego przywykła.Bo w jego ramionach nigdy nie poczuje się bezpiecznie pamiętając dotyk tamtych ramion ,w których uścisku szczęśliwa i spokojna potrafiła zasnąć nawet w czasie burzy. I problem nie tkwił w Ronie. Tylko w niej... " Tak jest najlepiej dla nas obojga"- powtarzała sobie ciągle próbując przekonać samą siebie.Nigdy nie skrzywdziła by Rona.Nie potrafiła by odejść z innym nawet jeśli nic do niego nie czuje.Bo wierzy ,że miłość powróci.
- Wierzę... - szepnęła cicho. W pustym pokoju jej słowa rozbrzmiewają w ciszy. - Weź się w garść ,jesteś dorosła i wyszłaś za mąż za człowieka ,który jest dobry,odważny i kocha cię od wielu lat.Jak każdy posiada wady które akceptujesz wiedząc ,że i on akceptuje twoje.Masz przyjaciół ,piękny dom i pieniądze.Nie rozpamiętuj czegoś co nie wróci.Co utraciłaś bezpowrotnie ,godząc się na małżeństwo z Ronem.Dokonałaś wyboru i pogódź się z tym,że drugiego nie będzie.Nie myśl o tym co cię nie dotyczy.Nie oczekuj od innych,oczekuj od siebie.Nie marz o tym co nie ma prawa nastąpić. Żyj chwilą.
Te rozmyślania nie pomagały jej jednak na długo.Ciągłe ataki,zamieszki i morderstwa nie ustępywały więc nie mogąc skupić się na pozytywnych rzeczach znajdywała schronienie w świecie książek ,tam gdzie zawsze wszystko kończyło się dobrze i nie trzeba było się martwić tak przyziemnymi sprawami jak małżeństwo.Nie była w stanie stwierdzić jak długo wytrzymała by w tym wszystkim ,bo stało się coś co zmieniło jej życie. Jeśli wtedy było ono puste i smutne to teraz stało się koszmarem. Któregoś dnia Ron wrócił z pracy cały roztrzęsiony. Nie mógł wydusić z siebie ani słowa ,a gdy zapytała się go czy wszystko w porządku rozpłakał się. Płakała razem z nim bo nie mogła znieść jego bólu ,a gdy wreszcie powiedział jej co zaszło równie roztrzęsiona przytuliła go mocno starając się pocieszyć go i wesprzeć w jednym z najtrudniejszych momentów w jego życiu. Wiedziała ,że nie było ono łatwe bo po stracie brata długo nie mógł się podnieść. Przeklinała los ,że nie mogł on dać mu spokoju tylko nękał go samymi tragediami.Współczuła mu choć jeszcze nigdy nie zaznała czegoś podobnego. Jego ojciec i brat Percy zostali zamordowani przez śmierciożerców gdy osłaniali ucieczkę kilku innym czarodziejom i mugolom. Co czuła pani Wesley ? A Ginny ? Która zawsze szukała rady u starszego brata ? Wiedziała tylko jedno. Gdy szła na górę kłaść się spać Ron nadal siedział w salonie opróżniając machinalnie butelkę ognistej whisky. Tępo patrząc się w sufit ,wciąż zrospaczony i zszokowany. Następnego dnia nie poszedł do pracy. Z rana odwiedził go Harry. Wizyta najbliższego przyjaciela nie pomogła. Ron przez wiele dni niewiele jadł i opuszczał dni w których normalnie powinien udać się do pracy. Z każdym dniem pił więcej alkoholu by zapomnieć o miażdżącej prawdzie ,że nie ma już ojca.
Nagle rozległ się odgłos otwieranych drzwi.
- Hermiona ! - zawołał z dołu zmęczony,męski głos.
- Tu jestem kochanie! - odkrzyknęła Hermiona zeskakując z parapetu na podłogę. - Na górze !

1 komentarz:

  1. Świetna notka, ciesze się że Hermiona nie jest zadowolona z tego związku. Jakoś nigdy nie lubiłam Romione. ;D

    OdpowiedzUsuń