sobota, 22 września 2012

Rozdział 6

  Stali we dwoje w mrocznym przedpokoju domu Dracona. Nie ważąc się ruszyć nasłuchiwali w napięciu.
- Draco - wyszeptała Hermiona drżąc ze strachu.- Draco ... musimy u...
-Cicho. - syknął wpijając wzrok w ciemny hol - kiedy powiem już chwyć mnie za rękę i nie ... Sufit nad nimi załamał się dokładnie w tym samym momencie w którym Draco krzyknął "już".Razem ze szczątkami podłogi runęła na nich stara,elegancka komoda która roztrzaskała się rozsypując po salonie tysiące odłamków szklanych ,witrażowych drzwiczek.Wraz z pyłem unoszącym się pod szczątki sufitu wirował donośny i wibrujący dźwięk kroków.Draco wygrzebał się spod sterty desek i szkła. Miał okropną ranę na nodze. Krew przesiąkała przez czarne spodnie ,a jej krople błyszczały szarłatem na białej ,marmurowej podłodze.
-Aaaaa ... Hermiona !- krzyknął rzucając się w stronę miejsca skąd dochodził jej słaby ,płytki oddech.
-Nic mi nie jest - wydyszała. - Nic... Draco musimy. Draco t
y jesteś ran...
-Chodź !- krzyknął ,a w jego głosie usłyszała coś co jeszcze bardziej zmroziło jej krew w żyłach. Czuła straszliwy ból w prawym boku i była pewna ,że to złamane żebro ,ale nie to było teraz najważniejsze.
-Tam są ! Słyszę ich ! Okrążcie dom ,okrążcie słyszycie ? ! Nie mogą uciec ! Popatrzyła z przerażeniem na Dracona. Czuła jak pył drażni jej oczy,jak łzy ściekają jej po policzkach. Pociągnął ją w stronę rozbitego ,gotyckiego okna. Wybiegli na świerze , mylnie spokojne powietrze. Utonęli w ciemności. Strumień zielonego światła przeleciał tuż pomiędzy nimi ,zaledwie parę centymetrów od głowy Dracona.Każde odrzucone w inną stronę upadło boleśnie na twardą ,zmarzniętą ziemię.Hermiona nie widział
a nic poza ciemnością i nie słyszała nic poza krzykiem nadbiegających śmierciożerców.
- Tam są ! No dalej strzelać bez rozkazu. Mogą zginąć ,Czarny Pan nie będzie ich żałował. Za to wy pożałujecie jeśli uciekną więc ruszać się ! Muszą tam gdzieś być. Zielone promienie rozświetliły ciemną noc.
-Draco ! - wykrzyknęła Hermiona w szaleńczym strachu .Straciła orientację ,nie wiedziała gdzie jest ,ani gdzie jest Draco
,czy już go złapali czy nie.Nie słyszała nic poza krzykiem śmierciożerców. Rzuciła się w szaleńczą pogoń za mrokiem nie ważąc się użyć różdżki by nie zdradzić swojego położenia. Dom Malfoyów płoną. Jak uprzednio Nora,Hogwart,dom Syriusza. Płonął jasnym słupem światła ,niepokojąco czerwonym ,krwistym. Płomienie lizały gładkie ściany i wysokie okna , zatapiały w swoim żarze czarną płaszczyzną dachu.W okół niego biegały zakapturzone postacie . Zamaskowane twarze błyszczały w blasku ognia.Zatrzymała się tylko na chwilę bo zrozumiała znowu gdzie jest i co robi. Ocknęła się ze strasznego odrętwiedzia,że to już koniec ,że wszystko jest stracone. Ból stał się nie do zniesienia i upadła zwijając się w drgawkach.Nie miała siły biec ,nie miała siły uciekać. Zaszlochała cicho wtulając twarz w ręce.Spojrzała na nie i w jasnym świetle ujrzała czerwone ślady na palcach , nadgarstkach,dłoniach.Równie czerwone co ogień ciągle strzelający pod niebo.
" Nie mogę już dłużej,nie mogę.." szepnęła ,a jej głos utonął w nagłym śmiechu który przerwał tą nieskończoną noc. -Draco... - szepnęła bo nie było ją stać na nic więcej.Zaschło jej w gardle ,łzy paliły policzki ,pod zaciśniętymi powiekami ukazywały się obrazy które już od dłuższego czasu zalegały gdzieś głęboko w jej umyśle ,a teraz wydostały się na zewnątrz.
Draco leżący w drgawkach na ziemi.Wysoki ,zakapturzony mężczyzna nad nim podnosi różdżkę Jeki.Przeraźliwy jęk i śmiech wydobywający się zza masek."A teraz cię zabije.. To twój wybór .Mogłeś żyć ,ale wybrałeś śmierć.Więc giń..."
Kaskada białych włosów kontrastująca z zielenią trawy.Struga czerwonej krwi niknąca za kołnierzem przykurzonej i rozdartej szaty.Szare oczy wpatrzone tępo w niebo.Zupełnie tak martwe jak stal którą przypominały Hermionie przez te wszystkie lata."No i po kłopocie.." słyszy gdzieś w dali umysłu szydzący głos...
- Nieee...... - wyjąkała podnosząc się powoli.Przed oczami wciąż miała stalowe oczy patrzące na nią matrwo,tępo,bez wyrazu... -Niee... nie Draco. Nie zabierzecie mi go nigdy.
Ścisnęła mocniej różdżkę w ręku i ruszyła przed siebie rozglądając się z trwogą.Potykając się nie zauważona przeszła i schowała się za róg rozsypującego się w proch domu.Nasłuchiwała uważnie głosów dobiegających z drugiej strony budynku.Czując zwęglone drewno za plecami zaczęła skradać się wzdłuż zachodniej ściany.Znowu potknęła się o coś lecz tym razem o mało nie krzyknęła gdy zorientowała się ,że to ciało.
-Draco..? - powiedziała niepewnie.
-Niespodzianka , co ?- wysoki , okrutny głos zmroził jej krew w Żyłach. Nie zdążyła krzyknąć.Nie zdążyła uciec.Nie zdążyła wypowiedzień zaklęcia.Leżąca na ziemi postać poruszyła się. Poczuła ,że ktoś ciągnie ją brutalnie za włosy zwalając na ziemię.Krzyknęła z bólu gdy mężczyzna przygniótł ją swoim ciałem.Złamane żebro tętniło bólem.
-Nie krzycz.- syknął śmierciożerca - nikt nie przyjdzie. Koniec. Nie dotarło to jeszcze do ciebie ? Czas wkroczyć w dorosłe życie kochanie.Tak już jest w świecie dorosłych..
-Zejdź ze mnie - szepnęła powstrzymójąc się od krzyku. - Zostaw mnie,puść ,Draco... Drętwota !
Udało jej się wyswobodzić jedną rękę i wycelować różdżką w bok mężczyzny.Jego zesztywniałe ciało zepchnęła z trudem na bok.Z przyśpieszonym biciem serca,dysząc ze strachu i bólu ruszyła dalej wzdłuż ściany.Wpadła na kogoś za następnym zakrętem.
- Hermiona . - Draco zatoczył się i runął na nią całym ciężarem.Z trudem utrzymała się na nogach.
- Gonią mnie ,Hermiono..
zabierz nas stąd ...teraz ! - jego głos był słaby ,zachrypnięty.
Resztką sił dziewczyna okręciła się dookoła własnej osi. Ostatnie co widziała to czarne sylwetki biegnące w ich stronę i zielone światło.Chwyciła zimną dłoń Malfoya i pomyślała o jedynym miejscu które zawsze było dla niej bezpiecznym schronieniem i domem.
                                           * * *
Wylądowali w jasnooświetlonym salonie. Kremowa kanapa ,niski stolik z haftowanym obrusem.Jej dom.Dom w którym zawsze była sobą.W którym była kochana i akceptowana ,jaka by nie była zawsze chciana i to właśnie miejsce było dla niej najbliższym na ziemi. Wiedziała,że jej rodziców nie ma.Wiedziała ,że dom jest pusty .Że są chwilowo bezpieczni.
-Draco... - wyszeptała podciągając go na kanapę.Zemdlał.Rana na jego nodze wciąż krwawiła.Miał parę głębszych ran na twarzy i rękach.Cały się trząsł i dygotał.Przyłożyła mu rękę do czoła.Był rozpalony.Odetchnęła głeboko uspokajając się i zmuszając do trzeźwego myślenia.Są bezpieczni.Musi się teraz tylko zatroszczyć Draconem.I sobą.Podwinęła nadpaloną koszulkę i aż jękneła widząc rozjątrzoną pręgę ciągnącą się od prawego boku do lewego biodra.Wstał ostrożnie i ruszyła w stronę swojego pokoju gdzie jak zawsze trzymała zapas dyptamu i kilka podobnych lekarstw właśnie na takie okazje...

* * *
Wchodząc rano do salonu skrzywiła się mimowolnie.Poprzedniego wieczoru wyleczyła złamane biodro i posmarowała ranę dyptamem ,ale pozostała szrama wciąż dawała o sobie znać.Noga Dracona też wyglądała już znacznie lepiej.Głębokie cięcie znikło,krwawienie ustało.Chłodny okład i ciepły koc pomogły.Gdy usiadła przy nim i popatrzyła na jego obandażowaną głową serce zabiło jej mocniej.Myśl ,że mogła stracić już na zawsze jego stalowe oczy,jego jasne włosy i wsparcie jakie zawsze od niego otrzymywała była nie do zniesienia.Poruszył się lekko unosząc ciężkie powieki.Zamrugał i spojrzał na jej zaskoczoną lecz uradowaną twarz.Uśmiechnął się z wysiłkiem.
- Hermiona...
-Ciiii.... - przyłożyła palec do ust. - Nic nie mów.Jesteś strasznie słaby.Nie umiem leczyć więc rana może się otworzyć na nowo.Musisz zostać w łóżku..
Próbował coś powiedzieć ,ale zignorowała go.
- Jesteśmy w domu moich rodziców.Nie ma ich od dłuższego czasu i nie musimy się obawiać ,że wejdą tu i zobaczą w jakim stanie jest ich córka.Są zagranicą.Ponownie rzuciłam na nich zaklęcie zapomnienia.Musimy tu zostać do czasu kiedy będziesz mógł normalnie chodzić ,a wtedy..
-Dziękuję ci Hermiono...- wyszeptał.Patrzył na nią tak przenikliwie i znacząco ,że nie umiała odpowiedzieć. - Dziękuję ci za wszystko.Gdyby nie ty już by mnie tu nie było.A tak to jestem .I mogę ci podziękować.Los zesłał mi cię bezinteresownie i dziękuję mu za to bo jesteś najpiękniejszym prezentem jaki dostałem od życia.Dziękuję ci Hermiono...
Uśmiechnęła się przez łzy.
-Już dobrze Draco. Jesteśmy bezpieczni.I ja dziękuję losowi.
Wstała i odwróciła się w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz ? - zapytał z niepewnością - ty chyba nie...
- Nigdzie się stąd nie ruszam - odpowiedziała stanowczo - Idę zrobić herbatę.Myślę ,że obojgu nam dobrze zrobi,nie sądzisz ?