środa, 29 sierpnia 2012

Rozdział 5

Dracona obudziło głośne huknięcie. Wstał z łóżka i zaczął iść w kierunku pomieszczenia, z którego ono dochodziło. W jasnej kuchni ujrzał stojącą tuż przy stole dziewczynę. Brązowe, długie loki opadały jej na ramiona. Miała przepraszający wyraz twarzy. Blondyn zachichotał widząc to.
- Nie śmiej się ze mnie, bo nie dostaniesz śniadania.
- Śniadania? - powtórzył niezbyt mądrze i dopiero zauważył, że stół zastawiony był talerzami wypełnionymi naleśnikami, jajecznicą, kanapkami i owocami. Na środku stał nieduży koszyczek z pokrojonym chlebem. Spostrzegł, że dziewczyna uśmiecha się.
- Kiedy ty to wszystko zrobiłaś? Musiałaś wstać chyba o 5.00 rano!
- Nie, nie musiałam. Spójrz na zegarek - powiedziała podsuwając mu swój przed nos. Wskazówki pokazywały godzinę 11.55. - Powinnam już raczej zrobić obiad. Poza tym ostatnio jadłeś same tosty.
Nie mógł zaprzeczyć, dlatego usiadł przy stole nic więcej nie mówiąc. Sięgając po talerz z jajecznicą przewrócił szklankę z sokiem oblewając swoje spodnie od piżamy. Zaklął głośno i poszedł przebrać się do swojego pokoju. Gdy zamykał drzwi, słyszał jeszcze głośny śmiech Hermiony. Przez te kilka dni na nowo zaprzyjaźnili się ze sobą, a brązowowłosa już nie płakała. Wydawała się być całkiem zadowolona z życia.
Draco wrócił do kuchni, zjadł śniadanie i zaczął czytać Proroka Codziennego. Nie pisali nic o Voldemorcie i śmierciożercach. Więcej o nowych atakach można było dowiedzieć się z mugolskich gazet, które opisywały to jako zwykłe pożary domów, albo zaginięcia ludzi. Draco prychnął i rzucił magazyn w kąt. Hermiona spojrzała w tamto miejsce, a później zaczęła przyglądać się blondynowi. Jednak jej uwagę odwróciła kula srebrno-niebieskiego światła wpadającego do salonu przez okno. Światło nabrało kształtu łani, która przemówiła głosem Severusa Snape'a:
"Zaklęcie Fideliusa złamane. Lucjusz i Narcyza nie żyją. Uciekaj."
Na początku był tylko szok i przerażenie, a później... ciemność.

Trójka rozchichotanych dziewczyn pobiegła przez błonia ciesząc się dobrą pogodą jak wszyscy wokół. Draco i Hermiona siedzieli obok siebie pod dużym dębem na błoniach zamku. Często tam przebywali, by odrobić prace domowe zadane przez profesorów, co blondyn robił raczej niechętnie. Teraz powód był ten sam. Dziewczyna po raz kolejny coś mu tłumaczyła.

- To z włosów demimoza przędzie się peleryny niewidki, a nie kappy - powiedziała z oburzeniem. - Kappa nie ma włosów, tylko łuski. To jest demon wodny, którego można powstrzymać przed atakiem rzucając do niego ogórek z wyrytym imieniem niedoszłej ofiary. Za kilka dni zaczną się egzaminy końcowe, a ty nic nie umiesz!
- Umiem, umiem. Mam wszystko obryte - wyszczerzył do niej zęby.
- Więc gdzie znajduje się największa kelpia na świecie?
- Zapomniałem - odpowiedział bez zmieszania.
- A co zrobisz jak będziesz mieć takie pytanie?
- Ściągnę od ciebie.
- Nie ma mowy!
- Daj spokój Hermiono - mruknął zaginając rękawy szaty. - Tylko ty się tak tym przejmujesz. Spójrz, nikt oprócz ciebie się nie uczy.
Ale Hermiona już go nie słuchała. Wbiła wzrok w lewe przedramię przyjaciela, gdzie miał wypalony Mroczny Znak. Oboje wstali, a dziewczyna powoli zaczęła się cofać z przerażeniem na twarzy.
- Pozwól mi to wytłumaczyć, proszę. To nie jest tak. Ja...
- Nic mi nie tłumacz. Jesteś... Jesteś taki sam jak twój ojciec! Przez cały czas mnie okłamywałeś. To.. to koniec - powiedziała, po czym odwróciła się i odeszła.
Chłopak został w tym samym miejscu i po raz pierwszy w życiu poczuł, że chce mu się płakać.
Cichy szum wiatru zmienił się w głośniejszy. Draco stał razem ze swoimi rodzicami w ich mieszkaniu.
- Rzuciliśmy Zaklęcie Fideliusa na twój dom. Jestem Strażnikiem Tajemnicy - powiedział Lucjusz Malfoy.
- Jaką mam pewność, że nie pójdziesz do Czarnego Pana i od razu mu tego nie powiesz?
- Ja też już nie jestem śmierciożercą, synu.
Narcyza łkając cicho przytuliła chłopaka na pożegnanie. Szloch był coraz bardziej realny i wyraźny.

Otworzył oczy.
Leżał na łóżku w jakimś jasnooświetlonym pokoju. Nad nim pochylała się brązowowłosa dziewczyna. Miała zmęczoną twarz i parę czerwonych pręg na policzku ,ale uśmiechała się do niego.
- Hermiona... - urwał przypominając coś sobie. Patronus Snape'a.
- Przybyli śmierciożercy. Byli Greyback, Dołohow, Carrowowie, Lestrenge'owie i kilku innych. Wszyscy zaczęli miotać zaklęcia.Rozdzieliliśmy się i nie wiedziałam gdzie jesteś.Potem cię znalazłam i zemdlałeś.I deportowałam nas tutaj.
- Gdzie jesteśmy?
-To mój dom.Rodziców nie ma ,są zagranicą. Możemy tu zostać.
Zaległa cisza, którą za chwilę coś przerwało - ciche zamknięcie drzwi frontowych.

***

Mam nadzieję, że podoba wam się nowy wygląd naszego bloga ;) Nagłówek może nie jest najlepszy, ale robiłam go sama, więc i tak jestem z siebie dumna :D ~N

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Rozdział 4

Hermiona leżała na łóżku w sypialni spowitej blaskiem słońca wyglądającego zza tych samych wysokich,gotyckich okien.Właśnie obudziła się z pięknego snu który poniósł ją na dalekie błonia Hogwartu ,pod rozłożyste drzewo rosnące tuż obok wielkiego ,błyszczącego jeziora.Te same złote promienie igrały ze szklistą wodą w jakimś niepojętym tańcu tworząc głatką i złocistą taflę w której odbijała się jej uradowana twarz.W śnie nie było zmartwień ani lęku.Był tylko ciepły wiatr wplątany w jej włosy i cichy śpiew ptaków dobiegający z tajemniczego lasu.Ktoś złapał ją za ramię i przytulił mocno do siebie.W jeziorze najpierw pojawiła się zaskoczona twarz dziewczyny ,a potem jej perlisty śmiech rozbrzmiał cichym echem wśród rozległych łąk.Już miała obrócić się i wtulić w ramię osoby która stała za nią gdy nagle czar prysł .Tak samo jak sen. Obudziła się z dziwnym uczuciem niespełnienia i pewnego rodzaju smutku.Ale zaraz zrozumiała ,że sen jak to sen musi być niezwykły i nikt naprawdę nikt nie jest w stanie powiedzieć jej co oznaczał.Przypomniał jej jednak o czymś co schowało się gdzieś bardzo doleko pomiędzy rzeczywistością ,a snem .Smutkiem ,a radością.Wspomnienia. Wspomnienia kruche i ulotne ,jak wiatr który dopiero co błądził w jej gęstych ,brązowych włosach.
Błonia.Słońce i ciepło. Tyle ,że w przeciwieństwie do snu wcale nie kojąco ciche.Uczniowie biegający i korzystający z prawdopodobnie ostatniego tak ciepłego dnia w roku.I ona idąca samotnie w stronę zamku.Wpatrzona w trawę z łzami cisnącymi się jej do oczu.Nienawidziła siebie za te łzy.Nienawidziła za słabość którą sygnalizowały całemu światu .Prawy policzek piekł nieznośnie i bała się co zobaczy w lustrze gdy wróci do zamku.Usłyszała kroki tuż za nią. Schowała twarz w dłoniach. Bez względu kto to był nie mógł jej zobaczyć w takim stanie."Oby tylko się nie zatrzymał ,oby tylko minął mnie i poszedł dalej. Jeśli tylko coś do mnie powie to nie wytrzymam i...".
- Granger ?
Odwróciła się i spojrzała prosto w stalowe ,zimne oczy mierzące ją przenikliwym spojrzeniem.Miała dość wrażeń na dzisiejszy dzień,miała dość wyzwisk i poniżań ,miała dość swojej słabości i uległości. Nie miała czasu otrzeć łzy spływającej jej po policzku.Po prostu stała i patrzyła wyzywająco na Malfoya.
-Co ty tu robisz ? - powiedział trochę mniej pewnie lustrując ją wzrokiem.
- A co nie widać ? - odpowiedziała mu warknięciem. - Idę do zamku więc jeśli nie masz mi już nic więcej do powiedzenia to ..
- Kto ci to zrobił? - spytał przerywając jej w pół zdania.Wpatrywał się z niesmakiem na jej zaczerwieniony policzek.
- Nie twoja sprawa.Po prostu mnie zo...
-Właśnie ,że to moja sprawa. - powiedział stanowczo. - Założę się ,że tą piękną pamiątkę zostawił ci któryś z uczniów Slytherinu więc jak najbardziej mnie również to dotyczy. Nie chcę ,żeby okrywali hańbą mój dom.
Znów jej przerwał.Wszystko w niej wrzało ze złości. Już miała się odwrócić na pięcie i odejść gdy blondyn w jednej chwili znalazł się tuż przy niej.Delikatnie otarł łzę która zatrzymała się mniej więcej w połowie drogi na jej policzku.
-Teraz pójdziemy i wszystko mi opowiesz,dobrze ? - zapytał cicho.
Nie zdążyła zaprotestować.Pociągną ją za rękaw szaty.
-Chodź.

Szła w opustoszałym korytarzu ,już się ściemniało. Za oknem widziała blady księżyc i małe ,rozsypane w nieładzie gwiazdy.Pod ręką trzymała stary i wyświechtany podręcznik od numerologii.Była mniej więcej w połowie drogi do swojego dormitorium gdy zza rogu wyszła grupa Ślizgonów , śmiejących się zapewne z jakiegoś wulgarnego żartu opowiedzianego im przez wysokiego ,ciemnowłosego chłopaka idącego na przedzie.Na widok Hermiony zatrzymali się jak wryci przyglądając się jej podejrzliwie.
- No,no,no - powiedział mrożącym krew w żyłach głosem ten na przedzie.W jego ciemnych oczach zapłysła chciwa rządza agresjii ,jakaś dzika euforia zniekształcająca niepokojąco jego rysy twarzy. - Nasza s z l a m a G r a n g e r.
Wszyscy wybuchneli śmiechem ,a ciemnooki chłopak ruszył w stronę Hermiony.Cofnęła się o parę kroków.
- Oooo widzę ,że po naszym ostatnim spotkaniu nawet ślad nie został. - przyjrzał się dokładnie jej policzkowi - noo to trzeba będzie poprawić.
Wszyscy zawyli jeszcze głośniej otaczając Hermionę ciasnym kręgiem.
- Nie dotykaj mnie - warknęła gdy zbliżył rękę do jej twarzy.
-Nie ? - zapytał spokojnie choć w jego słowach zabrzmiała groźba która sprawiła ,że Hermiona skuliła się w sobie jeszcze bardziej.Odebrało jej to wszelką odwagę.
- Powiem ci co się stanie gdy cię dotknę. - wyszeptał jej do ucha. - Postąpie z tobą tak jak powinno postępować się ze szlamami takimi jak ty. Teraz cię uderzę by poprawić to co od paru dni zdążyło się całkiem dobrze wygoić. A ty będziesz stała tutaj spokoj nie bo jesteś za słaba by się jakkolwiek sprzeciwić . Później my pójdziemy ,a ty....
- Nie za dużo tych planów jak na jeden dzień ,Holl? - rozległ się zimny głos dobiegający gdzieś zza pleców Hermiony.Obejrzała się i zobaczyła błysk stalowych oczu wyłaniających się z ciemności.Nie była pewna czy pojawienie się Draco jej w czymkolwiek pomoże czy tylko zaostrzy całą sytuację.
- W samą porę Malfoy - powiedział ciemnowłosy - masz szansę zbić największą szlamę szkolną. Propozycja nie do odrzucenia .
Wyszczerzył do niego zęby.Draco odwzajemnił uśmiech wykrzywiając się złośliwie.
" Już po mnie"- pomyślała Hermiona - " Jeśli on uderzy mnie w twarz to napewno upadnę i ...". Ten o stalowych oczach zaczął podwijać rękawy szaty.
-To gdzie mam uderzyć ? - Spytał się bruneta wciąż ze złościwym uśmiechem na twarzy - w usta ,w nos ? A może poprawić w policzek ?
Wszyscy zaczeli się śmiać i popychać Hermionę w jego stronę.Ciemnowłosy zastanawiał się przez chwile patrząc okrutnie na dziewczynę.
- W policzek.Popraw to co zostawiłem jej na pamiątkę parę dni temu.Tylko jej nie oszczędzaj.
- Jasne - odpowiedział blondyn podnosząc pięść.
- Zbij największego frajera z Hogwartu ! - zawołał jeszcze brunet póki uniesiona pięść Draco nie trafiła go w roześmianą twarz.Z przeciętej wargi ciekła mu krew ,a nos wyglądał na złamany.Wszyscy stali nie wiedząc co zrobić ,panowała głucha i napięta cisza.
- Tak się mniej więcej czuje dziewczyna której największy szkolny frajer przywalił w twarz. - powiedział zimno blondyn opuszczając rękę.Wskazał drugi koniec korytarza i skinął na Hermionę.
- Chodź.

Wtej chwili jej wspomnienia zaczęły z siłą przyspieszać .Przebłyski tego co wydarzyło się przez te wszystkie lata pojawiały się i znikały zostawiając po sobie obrazy,odgłosy,uczucia.Przed jej czekoladowymi oczami stanęła scena którą zapamiętała dokładniej niż inne.

Tym razem gwiazdy świeciły mocniej ,a księżyc był prawie w pełni więc szczyt wierzy astronomicznej był otulony cieplym światłem.Hermiona siedziała otulona kocem ,wpatrzona w niebo.Tuż obok niej gwiazdy odbijały się w stalowych oczach Draco chłonących zachłannie jej twarz,włosy ,uśmiech.Siedzieli w ciszy przesiąknięci zapachem rosy i wiatru który targał poły ich szat.
- Pięknie tu prawda ? - zapytała w końcu Hermiona.
-Gdyby nie było pięknie nie przyprowadzał bym cię w to miejsce o północy.
Uśmiechnęła się do niego ,a on zaczerpnął powietrze by powstrzymać się przed czymś więcej niż uśmiechem. Popatrzyła na niego ciepłymi,czekoladowymi oczami i nagle całe zimno znikło,wiatr przestał przeszywać go chłodem.Istniało teraz tylko to ciepłe,niesamowite spojrzenie.
- Dziękuję - wyszeptała.
Przysunęła się bliżej niego wtulając głowę w jego ramię.Objął ją delikatnie i mocno przytulił.Nie mógł się powstrzymać.Później czuł się głupio ,ale warto było.Wiedział to wtedy i miał wiedzieć o tym również później ,kiedy się rozstawali.A ona ? Była szczęśliwa.Jak nigdy dotąd.Jej też już nie przeszkadzał wiatr,ani chłód bomiała go przy sobie.Czuła jego ciepłe ramię otaczające ją opiekuńczo i jego oddech tak bliski ,tak znajomy.
-Draco ...wiesz ja chyba .... - ale nie dokończyła bo tym momencie pocałował ją i wszystko znikło.Wierz astronomiczna,Hogwart,błonia,księżyc i nawet gwiazdy ważne były już tylko jako odbicie w jego stalowych oczach..Zapomniała o wszystkim,nic się nie liczyło.Nic oprócz niego oczywiście.Wtedy zrozumiała ,że go kocha. Jakiś czas temu nie była pewna czy moe to powiedzieć bo nie była pewna czy w rzeczywistości tak jest. Teraz już wiedziała ,że jeśli ktoś zabierze jej Draco to nie będzie w stanie żyć bez niego.Bo jeśli błysk w stalowych oczach zgaśnie to kto ją ochroni,pocieszy,rozbawi. Kto ją pocałuje...
Kiedy wszystko się skończyło,a ona znów powróciła na szczyt wierzy astronomicznej zaległa głucha cisza przerywana tylko szumem wiatru w zakazanym lesie.
-Patrz ,spadając gwiazda ! - zawołała pokazując ręką mały ,jasny punkt tnący powietrze w oddali. - Życzenie.
Zacisnęła powieki i nie myśląc długo wybrała życzenie.Potem znowu zaległa cisza i oboje poczuli się dziwnie odlegli i nieznajomi ,zupełnie jakby widzieli się po raz pierwszy ,a połączył ich jedynie pocałunek.
- O co poprosiłaś ? - Spytał w końcu blondyn gładząc jej ciemne,gęste włosy.
Uśmiechnęła się do siebie.
-Wiesz ,że jeśli ci powiem to już nigdysię nie spełni ? - zapytała podnosząc lekko głowę.
-Tobie się nie spełni ? Przecież wiesz ,że musi .Powiedz.
Myślała przez chwilę przyglądając się gwiazdą które znowy zaistniały na niebie.
-Życzyłam sobie ,żeby już zawsze było tak jak teraz -powiedziała cicho. Zaśmiał się przytulając ją mocniej do siebie.
-Wiesz ,chyba wystarczy nam jedno życzenie. - powiedział ponownie zatapiając się z nią w świat w którym nie istnieją tak błahe rzeczy jak Hogwart ,wierza astronomiczna czy gwiazdy.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Rozdział 3

Otworzyła oczy i natychmiast je zamknęła.Poraziło ją światło słońca wyglądającego zza szyb wysokich,gotyckich okien.Promienie wlewały się do pokoju oświetlając stare,dębowe meble i grzejąc przyjemnie skórę dziewczyny.Przeciągnęła się z rozkoszą.Już dawno nie spała tak spokojnie.Ze względu na wszystkie tragiczne wypadki minionego tygodnia nie mogła w to uwierzyć.Nagle przypomniał jej się poprzedni dzień i to zdarzenie ,które karuzelą zakręciło jej życiem obracając je o 180 stopni.Jej brązowe oczy zaszkliłysię łzami.Nigdy nie była pewna czy kocha Rona ,ale zawsze była pewna ,że on kocha ją ,że mu na niej zależy.Że ma kogośna którym zawsze może polegać do którego zawsze może się zwrócić o pomoc.Myliła się.Zresztą nie pierwszy raz w życiu.Starała się jak mogła nie zawieść , podtrzymywać ich związek tak bardzo chciała by przetrwał. Myślała ,że jest dobrą żoną ,ale najwidoczniej znowu się pomyliła.Przypomniała sobie nagle białą suknię i kremowy dywan spowity w jasnoróżowe płatki kwiatów.I słowa.Jej słowa...
            " To największy błąd w moim życiu"
Otarła gwałtownie łzę spływającą jej po policzku.Jeśli już wtedy to wiedziała czemu nie przerwała tego wszystkiego ? Czemu nie zapytała samejsiebie czy jest już gotowa ?Czy jest szczęśliwa?
            " Ten rozdział życia mam już za sobą "
Obmyła twarz zimną wodą i stanęła przed lustrem.Przyjrzała się swojemu odbiciu.Brązowe,lekko szkliste oczy patrzące na nią zmęczonymwzrokiem spod czarnych ,gęstych rzęc.Blada cera,burza ciemnych włosów.Czyli to co zwykle, po prostu Hermiona Granger.
          " Nie Granger.." przypomniałojej się po chwili.
                  " Hermiona ... Wesley"
Potrząsnęła i wyszła z pokoju pozostawiając w nim wszystkie żale ,niepewności i wspomnienia związane z z dniem poprzednim. Pozostawiając w nim Hermionę Wesley.


- Herbaty ? Kawy ?
- Herbaty.
W jasno oświetlonej kuchni stał duży, staroświecki stół i 4 krzesła rzeźbione w kwieciste wzory z motywem węża Slytherinu.Draco stał przy kuchni i podgrzewał różdżką wodę na herbatę ,a Hermiona siedząc za stołem przyglądała mu się dyskretnie. Wyglądał dokładnie tak jak go zapamiętała.Wysoki i szczupły,blada cera,platynowe włosy i stalowe ,tajemnicze oczy. Nie miała już o nim myśleć. Przecież to między nimi już dawno minęło.Już nic nie ma.
- Co zjadłabyś na śniadanie ? - zapytał po chwili.
-Ja wiesz... herbata mi w zupełności wystarczy.Nie chcę robić kłopotów.Spakuję się tylko i już mnie tu nie..
- Hermiono ,nie żartuj - przerwał jej w połowie zdania. -Tosty ?
Pokiwała głową,zrezygnowana.Czuła wyrzuty sumienia.Nie powinna wczoraj godzić się na nocleg.Nie widzieli się od ukończenia szkoły i nic sobie nie byli winni,wszystko ustalone,rozeszli się w spokoju.Każdy w swoją stronę z myślą ,że już nigdy się nie zejdą.Nagle spotykają się ,a ona już jest mu winna nie tylko podziękowanie,ale i wdzięczność.Za wszystko.
- Jak się dzisiaj czujesz ? - zapytał trochę niepewnie stawiając kubek z herbatą na stole.
- Co masz na myśli ? - odpowiedziała lekko zdenerwowana. Nie chciała z nim rozmawiać o Ronie.Nie chciała z nim rozmawiać o tym wszystkim o czym próbowała zapomnieć.
-No wiesz..- powiedział zmieszny- mówię o twoich eeeee... problemach rodzinnych. Czy u ciebie wszystko.... już dobrze ? - Nie mógł uwierzyć ,że pyta ją o to w tak nieodpowiedniej chwili.Nie mógł uwierzyć ,że mimo tematu tabu on porusza go prawie z taką lekkością jak zwykłe spostrzeżenie czy uwaga.
- przepraszam - dodał po chwili. -Nie powinienem.. zapomnij o tym dobrze ?
Siedziała cicho. Nie było sensu się z tym ukrywać przecieżi tak wszyscy się dowiedzą.Że została zdradzona i upokożona.... ale pomimo tego nie potrafiła mu powiedzieć.Nie teraz. Spostrzegła ,że ją obserwuje więc zaczęła szybko pić herbatę,patrząc tępo w blat stołu.
- Robi się późno - zauważyła ,przerywając niezręczne milczenie. - Chyba powinnam już iść.
Wyszła z kuchni zostawiając go z wyrazem szczerego zdziwienia na twarzy. Nie miała ze sobą nic oprócz swetra leżącego przy łóżku w którym spała.Chciała jak najszybciej wyjść, nie wiedziała dlaczego . Przy drzwiach stał Draco i czekał ,żeby się pożegać.W jego stalowych oczach odbijała się jej niby zacięta lecz z drugiej strony niepewna twarz.
- Dziękuję ci Draco.Dziękuję za wszystko. Schodząc po schodkach odwróciła się by popatrzeć na niego jeszcze jeden ,ostatni raz. W jej dużych, czekoladowych oczach ujrzał siebie.Wciąż zmieszanego i .... niepewnego.Wahał się. Już przechodziła przez furtkę wychodząc na szarą , mokrą ulicę. Lał siarczysty deszcz. Odwróciła się po raz drugi uśmiechając się smutno na pożegnanie. Nie mógł tego wytrzymać.
-Hermiono !Hermiono! - wołała zbiegając po schodkach i kierując się w jej stronę. Stała zaskoczona patrząc jak zbliża się do niej i woła wciąż po imieniu.
- Zostań u mnie . - powiedział zdyszany - na parę dni. Chyba i tak nie wiedziałaś gdzie pójść ,prawda?
Skrzywiła się mimowolnie. Dlaczego wszystko tak bezbłędnie odgadywał ? A no tak "przecież się kiedyś bardzo dobrze znali".
- Właśnie - skomentował.
- Ale Draco nie musisz. Na serio ja sobie sama świetnie ...
-Wiem ,że sobie poradzisz - przerwał jej znowu.-Ale daj sobie pomóc. Choć raznie bądź tak uparta.
Spojrzała na niego chłodno. "Cholera" pomślał. Chiała odmówić ,ale łzy znowu cisneły sięjej do oczu i nie miała już siły protestować.}
- Zgoda - powedziała -ale tylko na parę dni.

piątek, 17 sierpnia 2012

Rozdział 2

- Ron? - zapytała Hermiona wchodząc do pokoju, w którym jej mąż jak zwykle opróżniał butelkę ognistej whisky.
- Co? - warknął w odpowiedzi.
- Chciałam ci powiedzieć, że jadę odwiedzić Ginny i Harry'ego i chyba zostanę na noc.
- To jedź.
   Hermiona za chwilę teleportowała się tuż pod nowym domem jej przyjaciół.
- Oh, nie! - jęknęła, gdyż nagle przypomniała sobie, że osoby, które zamierzała odwiedzić wyjechały do Francji. "No cóż, przynajmniej zrobię zakupy" pomyślała idąc w stronę dużego mugolskiego supermarketu.

Na palcach weszła do domu starając się nie nadepnąć na żadną skrzypiącą deskę podłogi, ponieważ była pewna, że Ron od dawna już śpi. Jakie było zaskoczenie Hermiony, gdy w ich pokoju na łóżku leżą nago jej mąż i Lavender Brown. A jeszcze większe zdziwienie i zmieszanie malowało się na twarzach przyłapanych kochanków.
- Okej... - powiedziała tępo brązowowłosa zamykając drzwi. Chciała stąd uciec, nigdy więcej nie wracać i nigdy więcej nie zobaczyć piegowatej twarzy Rona.

Draco szedł drogą coraz bardziej oddalając się od swojego domu. Większa część jego znajomych już dawno ułożyła sobie życie, a on nadal mieszka sam w domu, na który rzucono Zaklęcie Fideliusa, by nie mógł znaleźć go Voldemort lub śmierciożercy, do których dawniej należał. Czasami zastanawiał się, czy dobrze zrobił odchodząc od nich. "Oczywiście, że dobrze." ganił się od razu w myślach. Nie mógł przebaczyć sobie, że przyczynił się do tego, że przez niego zginął Dumbledore. Chciał to cofnąć, ale jako że  było to niemożliwe, mógł przynajmniej się nawrócić. Tak więc zobił.
Z rozmyślań wyrwało go szuranie żwiru po drugiej stronie drogi. Spojrzał ze strachem w tamtą stronę przeklinając się w duchu za to, że wyszedł z domu, kiedy jest w takim niebezpieczeństwie. Ku jego zdziwieniu zobaczył ładną, brązowowłosą dziewczynę również zaskoczoną tym spotkaniem.
- Granger?! To znaczy... - przerwał przypominając coś sobie. - Weasley?
- Malfoy? - zapytała Hermiona przechodząc przez ulicę.
- Co ty tutaj robisz?
- Ja... yyy... - jąkała się podając Draconowi rękę na powitanie.
- Jest godzina po północy, a ty zamiast siedzieć w domu ze swoim mężem łazisz po drogach!
Hermiona zmieszana wbiła wzrok w chodnik, a Draco zrozumiał, że musiał palnąć głupotę.
- Małe problemy rodzinne - powiedziała szybko dziewczyna pokrywając sarkazmem całe zdanie.
- Masz zamiar dzisiaj gdzieś spać?
- Eeee...
-Chodź do mnie, mam dużo wolnych pokojów.
- To chyba nie jest dobry... - nie dokończyła, bo młody Malfoy już ciągnął ją za rękaw do przodu.
Po kilku minutach minęli już wszystkie domy, a Draco nadal się nie zatrzymywał.
- Na Merlina, gdzie ty mnie ciągniesz? - zapytała już lekko poirytowana Hermiona.
W odpowiedzi wskazał ręką na ładny dworek, którego z pewnością przed chwilą nie było.
- Zaklęcie Fideliusa? Ale... - zaczęła, lecz blondyn nie dał jej dokończyć.
- Później.
Dziewczyna nie rozglądała się po domu, bo wiedziała, że jutro, gdy zrobi się jasno, będzie miała lepsze warunki do obserwacji.
Po chwili Draco i Hermiona siedzieli już przy stole popijając piwo kremowe.
- Dzięki - powiedziała brązowowłosa spoglądając na chłopaka, który kiwnął głową i patrzył na nią wyczekująco. - O co chodzi?
- No, opowiadaj.
-Oh. To chodzi o Rona. On... - nie dokończyła, bo coś ścisnęło jej gardło, a Draco dopiero zauważył, że miała podpuchnięte, czerwone oczy. I wtedy zrozumiał. W oczach zapaliły mu się iskierki nienawiści skierowanej do rudowłosego dupka, który zniszczył życie dziewczynie siedzącej na przeciwko niego. Nie. To był jej wybór. Nie musiała za niego wychodzić. Chociaż dobrze wiedział, że to nieprawda dalej starał się siebie okłamywać.
- I tak go nie kochałaś - powiedział.
- Skąd wiesz? - zapytała, a na jej twarzy ukazała się ciekawość.
- Zapominasz, że kiedyś bardzo dobrze się znaliśmy - słowa same wypłynęły z jego ust zanim zdążył je powstrzymać. Przecież czasy, w których byli razem są tematem tabu!
- A Zaklęcie Fideliusa? Po co to? - zapytała szybko.
- No bo ja już nie jestem śmierciożercą i bałem się... bałem się, że znajdą mnie i zabiją.
Jakie to było do niego podobne. Ukrywać się zamiast stawić czoło.
Hermiona  szybko zmieniła temat na mniej poważny i tak rozmawiali do późna, póki nie ogarnęło ich zmęczenie.
- Dobranoc - powiedział Draco zamykając drzwi do swojego pokoju.
- Dobranoc - odpowiedziała brązowowłosa z małym uśmiechem na twarzy.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Rozdział 1

To nie było szczęście,raczej spokojne pogodzenie się z rzeczywistością.Bo bycie szczęśliwym z osobą którą się kocha oznacza poczucie bezpieczeństwa,zaufanie i miłość.Nieobliczalną i bezinteresowną miłość ,która jest najbardziej tajemniczą i nieodkrytą siłą,wieczną i niezniszczalną.Hermiona nie czuła szczęścia.Patrząc na Rona nigdy nie czuła ciepła.Tonąc w jego ramionach nie czuła się bezpiecznie.
" Jedyne co czuję to samotność " - pomyślała siedząc na parapecie i patrząc na zamglone łąki otulone promieniami wschodzącego słońca. " Samotność i niepokój...ciągły niepokój ,że już na zawsze tak zostanie ,że już za późno na zmiany".Pustka,rutyna... Czym różni się ten dzień od wczorajszego ?Czym różni się ta godzina od następnej ? Niczym.Jutro też wstanie rano i zobaczy ,że jego już nie ma.Ciężko pracuje i docenia to bo wie ,że chce dla niej jak najlepiej. Bo dba o nią choć wolała by chyba spędzić z nim trochę czasu niż mieć pieniądze na rzeczy ,których nie potrzebuje.Następnie usiądzie na parapecie lub w innym miejscu i w ciszy będzie czekać.A kiedy on wróci ? Pocałuje ją ,a ona przytuli się do niego z nadzieją ,że może tym razem jej serce zabije mocniej i poczuje to co czuła do niego kiedyś. Miłość.Ale to już dawno minęło i znów pełna niepokoju wróci do siebie. Bo jego rude włosy nigdy nie zastąpią platynowej bieli. Bo jego ciemna ,piegowata twarz nigdy nie będzie blada i pociągła. Bo jego oczy nie błysną stalą ,a usta nie wykrzywią się w drwiącym uśmiechu do którego przywykła.Bo w jego ramionach nigdy nie poczuje się bezpiecznie pamiętając dotyk tamtych ramion ,w których uścisku szczęśliwa i spokojna potrafiła zasnąć nawet w czasie burzy. I problem nie tkwił w Ronie. Tylko w niej... " Tak jest najlepiej dla nas obojga"- powtarzała sobie ciągle próbując przekonać samą siebie.Nigdy nie skrzywdziła by Rona.Nie potrafiła by odejść z innym nawet jeśli nic do niego nie czuje.Bo wierzy ,że miłość powróci.
- Wierzę... - szepnęła cicho. W pustym pokoju jej słowa rozbrzmiewają w ciszy. - Weź się w garść ,jesteś dorosła i wyszłaś za mąż za człowieka ,który jest dobry,odważny i kocha cię od wielu lat.Jak każdy posiada wady które akceptujesz wiedząc ,że i on akceptuje twoje.Masz przyjaciół ,piękny dom i pieniądze.Nie rozpamiętuj czegoś co nie wróci.Co utraciłaś bezpowrotnie ,godząc się na małżeństwo z Ronem.Dokonałaś wyboru i pogódź się z tym,że drugiego nie będzie.Nie myśl o tym co cię nie dotyczy.Nie oczekuj od innych,oczekuj od siebie.Nie marz o tym co nie ma prawa nastąpić. Żyj chwilą.
Te rozmyślania nie pomagały jej jednak na długo.Ciągłe ataki,zamieszki i morderstwa nie ustępywały więc nie mogąc skupić się na pozytywnych rzeczach znajdywała schronienie w świecie książek ,tam gdzie zawsze wszystko kończyło się dobrze i nie trzeba było się martwić tak przyziemnymi sprawami jak małżeństwo.Nie była w stanie stwierdzić jak długo wytrzymała by w tym wszystkim ,bo stało się coś co zmieniło jej życie. Jeśli wtedy było ono puste i smutne to teraz stało się koszmarem. Któregoś dnia Ron wrócił z pracy cały roztrzęsiony. Nie mógł wydusić z siebie ani słowa ,a gdy zapytała się go czy wszystko w porządku rozpłakał się. Płakała razem z nim bo nie mogła znieść jego bólu ,a gdy wreszcie powiedział jej co zaszło równie roztrzęsiona przytuliła go mocno starając się pocieszyć go i wesprzeć w jednym z najtrudniejszych momentów w jego życiu. Wiedziała ,że nie było ono łatwe bo po stracie brata długo nie mógł się podnieść. Przeklinała los ,że nie mogł on dać mu spokoju tylko nękał go samymi tragediami.Współczuła mu choć jeszcze nigdy nie zaznała czegoś podobnego. Jego ojciec i brat Percy zostali zamordowani przez śmierciożerców gdy osłaniali ucieczkę kilku innym czarodziejom i mugolom. Co czuła pani Wesley ? A Ginny ? Która zawsze szukała rady u starszego brata ? Wiedziała tylko jedno. Gdy szła na górę kłaść się spać Ron nadal siedział w salonie opróżniając machinalnie butelkę ognistej whisky. Tępo patrząc się w sufit ,wciąż zrospaczony i zszokowany. Następnego dnia nie poszedł do pracy. Z rana odwiedził go Harry. Wizyta najbliższego przyjaciela nie pomogła. Ron przez wiele dni niewiele jadł i opuszczał dni w których normalnie powinien udać się do pracy. Z każdym dniem pił więcej alkoholu by zapomnieć o miażdżącej prawdzie ,że nie ma już ojca.
Nagle rozległ się odgłos otwieranych drzwi.
- Hermiona ! - zawołał z dołu zmęczony,męski głos.
- Tu jestem kochanie! - odkrzyknęła Hermiona zeskakując z parapetu na podłogę. - Na górze !

Prolog

Brązowowłosa dziewczyna ubrana w białą suknię ślubną powoli kroczy po kremowym dywanie obsypanym jasnoróżowymi płatkami kwiatów. Goście z podziwem patrzą na nią. W ich oczach widziała szczęście, którego przez powrót najpotężniejszego czarnoksiężnika świata tak brakowało. Ze względu na tych wszystkich uśmiechających się ludzi nie mogła nawet myśleć o ucieczce sprzed ołtarza, choć bardzo tego chciała.
W tej chwili tak nienawidziła Voldemorta jak nigdy dotąd. To przez niego musiała popełnić zapewne największy w życiu błąd. Dawniej, przed upadkiem Czarnego Pana czarodzieje także pobierali się bez zastanowienia, ponieważ obawiali się rozdzielenia. Teraz było tak samo.
Brązowowłosa doszła do ołtarza i wreszcie odważyła się spojrzeć na przyszłego męża. Stał przed nią o wiele bardziej szczęśliwy niż ona. W tej chwili narzeczonemu dziewczyny włosy zmieniły barwę na jasny blond, piegi zniknęły, skóra pojaśniała, a oczy stały się bardziej szare, niż niebieskie. Dlaczego to nie może być on? Pomyślała i zaraz wróciła do rzeczywistości z coraz bardziej cisnącymi się do oczu łzami.