- Nie śmiej się ze mnie, bo nie dostaniesz śniadania.
- Śniadania? - powtórzył niezbyt mądrze i dopiero zauważył, że stół zastawiony był talerzami wypełnionymi naleśnikami, jajecznicą, kanapkami i owocami. Na środku stał nieduży koszyczek z pokrojonym chlebem. Spostrzegł, że dziewczyna uśmiecha się.
- Kiedy ty to wszystko zrobiłaś? Musiałaś wstać chyba o 5.00 rano!
- Nie, nie musiałam. Spójrz na zegarek - powiedziała podsuwając mu swój przed nos. Wskazówki pokazywały godzinę 11.55. - Powinnam już raczej zrobić obiad. Poza tym ostatnio jadłeś same tosty.
Nie mógł zaprzeczyć, dlatego usiadł przy stole nic więcej nie mówiąc. Sięgając po talerz z jajecznicą przewrócił szklankę z sokiem oblewając swoje spodnie od piżamy. Zaklął głośno i poszedł przebrać się do swojego pokoju. Gdy zamykał drzwi, słyszał jeszcze głośny śmiech Hermiony. Przez te kilka dni na nowo zaprzyjaźnili się ze sobą, a brązowowłosa już nie płakała. Wydawała się być całkiem zadowolona z życia.
Draco wrócił do kuchni, zjadł śniadanie i zaczął czytać Proroka Codziennego. Nie pisali nic o Voldemorcie i śmierciożercach. Więcej o nowych atakach można było dowiedzieć się z mugolskich gazet, które opisywały to jako zwykłe pożary domów, albo zaginięcia ludzi. Draco prychnął i rzucił magazyn w kąt. Hermiona spojrzała w tamto miejsce, a później zaczęła przyglądać się blondynowi. Jednak jej uwagę odwróciła kula srebrno-niebieskiego światła wpadającego do salonu przez okno. Światło nabrało kształtu łani, która przemówiła głosem Severusa Snape'a:
"Zaklęcie Fideliusa złamane. Lucjusz i Narcyza nie żyją. Uciekaj."
Na początku był tylko szok i przerażenie, a później... ciemność.Trójka rozchichotanych dziewczyn pobiegła przez błonia ciesząc się dobrą pogodą jak wszyscy wokół. Draco i Hermiona siedzieli obok siebie pod dużym dębem na błoniach zamku. Często tam przebywali, by odrobić prace domowe zadane przez profesorów, co blondyn robił raczej niechętnie. Teraz powód był ten sam. Dziewczyna po raz kolejny coś mu tłumaczyła.
- To z włosów demimoza przędzie się peleryny niewidki, a nie kappy - powiedziała z oburzeniem. - Kappa nie ma włosów, tylko łuski. To jest demon wodny, którego można powstrzymać przed atakiem rzucając do niego ogórek z wyrytym imieniem niedoszłej ofiary. Za kilka dni zaczną się egzaminy końcowe, a ty nic nie umiesz!
- Umiem, umiem. Mam wszystko obryte - wyszczerzył do niej zęby.
- Więc gdzie znajduje się największa kelpia na świecie?
- Zapomniałem - odpowiedział bez zmieszania.
- A co zrobisz jak będziesz mieć takie pytanie?
- Ściągnę od ciebie.
- Nie ma mowy!
- Daj spokój Hermiono - mruknął zaginając rękawy szaty. - Tylko ty się tak tym przejmujesz. Spójrz, nikt oprócz ciebie się nie uczy.
Ale Hermiona już go nie słuchała. Wbiła wzrok w lewe przedramię przyjaciela, gdzie miał wypalony Mroczny Znak. Oboje wstali, a dziewczyna powoli zaczęła się cofać z przerażeniem na twarzy.
- Pozwól mi to wytłumaczyć, proszę. To nie jest tak. Ja...
- Nic mi nie tłumacz. Jesteś... Jesteś taki sam jak twój ojciec! Przez cały czas mnie okłamywałeś. To.. to koniec - powiedziała, po czym odwróciła się i odeszła.
Chłopak został w tym samym miejscu i po raz pierwszy w życiu poczuł, że chce mu się płakać.
Cichy szum wiatru zmienił się w głośniejszy. Draco stał razem ze swoimi rodzicami w ich mieszkaniu.
- Rzuciliśmy Zaklęcie Fideliusa na twój dom. Jestem Strażnikiem Tajemnicy - powiedział Lucjusz Malfoy.
- Jaką mam pewność, że nie pójdziesz do Czarnego Pana i od razu mu tego nie powiesz?
- Ja też już nie jestem śmierciożercą, synu.
Narcyza łkając cicho przytuliła chłopaka na pożegnanie. Szloch był coraz bardziej realny i wyraźny.
Otworzył oczy.
Leżał na łóżku w jakimś jasnooświetlonym pokoju. Nad nim pochylała się brązowowłosa dziewczyna. Miała zmęczoną twarz i parę czerwonych pręg na policzku ,ale uśmiechała się do niego.
- Hermiona... - urwał przypominając coś sobie. Patronus Snape'a.
- Przybyli śmierciożercy. Byli Greyback, Dołohow, Carrowowie, Lestrenge'owie i kilku innych. Wszyscy zaczęli miotać zaklęcia.Rozdzieliliśmy się i nie wiedziałam gdzie jesteś.Potem cię znalazłam i zemdlałeś.I deportowałam nas tutaj.
- Gdzie jesteśmy?
-To mój dom.Rodziców nie ma ,są zagranicą. Możemy tu zostać.
Zaległa cisza, którą za chwilę coś przerwało - ciche zamknięcie drzwi frontowych.
***
Mam nadzieję, że podoba wam się nowy wygląd naszego bloga ;) Nagłówek może nie jest najlepszy, ale robiłam go sama, więc i tak jestem z siebie dumna :D ~N